Powróćmy na moment do teraźniejszości lub przynajmniej nie tak odległej przeszłości jak wydarzenia w Polsce.
Otóż, wróciłem do Wielkiej Brytanii.
Przez pierwszy miesiąc po powrocie mieszkałem u "Rudego" czyli Darrena, który już kiedyś przez bodajże rok zdzierał ze mnie czynsz.
Tym razem nie dałem mu szansy, ponieważ po miesiącu się wyprowadziłem, a wszystko przez to, iż ponownie zaczął mnie obwiniać za nadmierne zużycie prądu i gazu, gdy tak na prawdę on eksploatował wszystkie sprzęty AGD i RTV do granic możliwości.
Dlatego też, pewnego dnia gdy "Rudy" był w pracy, spakowałem wszystkie moje klamoty, zamówiłem dużą taksówkę i spierdoliłem zostawiając za sobą jedynie klucz od domu.
Skrzywdziłbym go, gdybym nie napisał, iż generalnie był w porządku, ale miał swoje jazdy i nie czułem się komfortowo mieszkając tam.
Dzielnica "Rudego" w ogromnej większości zamieszkana jest przez ludzi brzydkich, ale nie tak zwyczajnie brzydkich, lecz szpetnych w wyniku jakichś genetycznych powikłań, mutacji itd. (haha)
Biedota podłożem dla kazirodztwa ?
Mieszkam teraz niedaleko od niego , lecz w całkiem innej pod względem środowiskowym oraz architektonicznym okolicy.


mmm, brzydcy ludzie to jest to!
OdpowiedzUsuńpoznaje:) czyzby poprzednia dzielnica to Granton blizej SG a teraz "awansowales" blizej Asdy?:)
OdpowiedzUsuńAaaa to wiem gdzie, robiliśmy tam foty super pieknym modelkom ze stolca :)
OdpowiedzUsuńnaprawde pisze sie razem
OdpowiedzUsuń